Komety od wieków budziły fascynację i niepokój. Dziś wiemy, że są jednymi z najbardziej pierwotnych obiektów w Układzie Słonecznym. Powstały miliardy lat temu i przez większość swojej historii pozostawały zamrożone na jego obrzeżach, zachowując ślady warunków panujących podczas narodzin planet.
Choć często wyobrażamy je sobie jako stabilne kosmiczne bryły lodu i pyłu, rzeczywistość jest znacznie bardziej dynamiczna. Komety potrafią gwałtownie zwiększać jasność, wyrzucać ogromne ilości materii, a czasem po prostu rozpadają się na mniejsze fragmenty.
W dziale Nauka warto też zajrzeć do materiału Najpotężniejsze neutrino w historii. Tajemnicza cząstka z kosmosu może zmienić nasze spojrzenie na Wszechświat Detektor ukryty ponad trzy kilometry pod powierzchnią Morza….
Właśnie takim przypadkiem zajęli się astronomowie analizujący kometę 240P/NEAT. Wyniki ich badań sugerują, że jej rozpad mógł nie być skutkiem zewnętrznej katastrofy. Wszystko wskazuje na to, że obiekt stopniowo doprowadził do własnego zniszczenia.
Kometa, która przestała być jedną kometą
240P/NEAT została odkryta w 2002 roku w ramach programu Near-Earth Asteroid Tracking. Należy do rodziny komet krótkookresowych, które regularnie powracają w okolice Słońca.
Już wcześniej zwracała uwagę astronomów swoją nietypową aktywnością. Obserwacje prowadzone w ostatnich latach wykazały, że kometa potrafiła przez długi czas pozostawać bardziej aktywna, niż przewidywały standardowe modele.
Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół Davida Jewitta pokazały jednak coś znacznie ciekawszego. Kometa nie jest już pojedynczym obiektem.
Naukowcy zaobserwowali dwa główne fragmenty, oznaczone jako A i B. Oba wciąż wykazują aktywność, wyrzucając gaz i pył w przestrzeń kosmiczną, ale poruszają się już jako oddzielne ciała.
To oznacza, że do rozpadu doszło co najmniej kilka lat temu.
Co ciekawe, fragmenty oddalają się od siebie stosunkowo wolno, z prędkością około jednego metra na sekundę. To tempo porównywalne z prędkością szybkiego marszu człowieka.
W skali kosmicznej jest to wartość zaskakująco niewielka.
Co dokładnie zobaczyli astronomowie?
Badacze wykorzystali obserwacje wykonane za pomocą teleskopów na Wyspach Kanaryjskich, analizując zarówno jasność obiektów, jak i strukturę otaczających je obłoków pyłu.
Z ich szacunków wynika, że większy fragment może mieć od około 400 do 600 metrów promienia. Mniejszy jest prawdopodobnie nieco mniejszy, choć dokładne określenie jego rozmiarów pozostaje trudne ze względu na aktywność komety i obecność otaczającej ją komy.
Szczególnie interesujące okazały się ilości wyrzucanej materii.
W szczytowych momentach większy fragment tracił nawet około 130 kilogramów pyłu na sekundę. Mniejszy wyrzucał do 35 kilogramów pyłu na sekundę.
Może to nie brzmieć spektakularnie, ale w praktyce oznacza ciągłą utratę materii przez miesiące i lata. Łączna masa pyłu wyrzuconego przez większy fragment została oszacowana na około 1,5 miliarda kilogramów.
To ilość wystarczająca, by stworzyć górę o imponujących rozmiarach.
Zderzenie? Grawitacja? Naukowcy szukali różnych wyjaśnień
Kiedy astronomowie obserwują rozpad komety, pierwsze pytanie brzmi: co ją zniszczyło?
Istnieje kilka potencjalnych scenariuszy.
Jednym z nich jest zderzenie z innym obiektem. Takie kolizje zdarzają się w Układzie Słonecznym, choć są stosunkowo rzadkie.
Z tego samego działu (Nauka) polecamy lekturę Po raz pierwszy wykryto pola magnetyczne na egzoplanetach. To przełom, który może zmienić poszukiwania życia we Wszechświecie Po raz pierwszy w historii naukowcy uzyskali bezpośrednie dowody na….
Innym wyjaśnieniem mogą być siły pływowe. Najbardziej znanym przykładem pozostaje kometa Shoemaker-Levy 9, która została rozerwana przez potężną grawitację Jowisza, zanim jej fragmenty uderzyły w planetę w 1994 roku.
Autorzy nowego badania przeanalizowali również możliwość wzrostu ciśnienia wewnątrz jądra komety, które mogłoby doprowadzić do pęknięcia obiektu od środka.
Żaden z tych scenariuszy nie okazał się jednak szczególnie przekonujący.
W danych nie znaleziono śladów wskazujących na niedawną kolizję. Nie było też bliskiego spotkania z masywną planetą, które mogłoby wywołać rozerwanie komety przez oddziaływania grawitacyjne.
Pozostała więc inna możliwość.
Jak kometa może zniszczyć samą siebie?
To właśnie ten fragment historii sprawia, że badanie 240P/NEAT jest tak interesujące.
Komety nie są biernymi bryłami lodu. Kiedy zbliżają się do Słońca, ich powierzchnia zaczyna się nagrzewać. Zamrożone gazy przechodzą bezpośrednio ze stanu stałego w gazowy, a proces ten nazywany jest sublimacją.
Uciekający gaz porywa ze sobą drobiny pyłu, tworząc charakterystyczny warkocz.
Ale wyrzucana materia robi coś jeszcze.
Działa podobnie jak mikroskopijne silniki rakietowe rozmieszczone na powierzchni komety.
Jeżeli aktywność nie jest równomierna, powstaje moment obrotowy, który stopniowo zmienia prędkość wirowania całego jądra.
To zjawisko astronomowie obserwują od lat w przypadku różnych małych ciał Układu Słonecznego. W pewnym momencie obrót może stać się tak szybki, że słaba grawitacja i niewielka wytrzymałość materiału przestają wystarczać do utrzymania obiektu w całości.
W efekcie pojawiają się pęknięcia.
Następnie odrywają się kolejne fragmenty.
W końcu kometa rozpada się na części.
Jeśli ten wątek Cię wciąga, sprawdź też Wszechświat nadal się nie zgadza. Najnowsze pomiary tylko pogłębiają jedną z największych zagadek kosmologii Międzynarodowy zespół astronomów doprecyzował wartość tempa….
Zdaniem autorów badania właśnie taki scenariusz najlepiej tłumaczy obserwacje 240P/NEAT.
Coraz więcej komet kończy w podobny sposób
240P/NEAT nie jest jedynym obiektem, który może paść ofiarą własnej aktywności.
W ostatnich dekadach astronomowie obserwowali kilka spektakularnych przypadków rozpadu komet. Jednym z najbardziej znanych była kometa 73P/Schwassmann-Wachmann 3, która rozpadła się na dziesiątki fragmentów. Podobne procesy zaobserwowano również w przypadku komety 332P/Ikeya-Murakami.
Każda z tych historii wygląda nieco inaczej, ale coraz więcej badań prowadzi do podobnego wniosku.
Małe komety mogą być znacznie bardziej kruche, niż przez lata zakładano.
Niektóre przypominają raczej luźno związane skupiska lodu, pyłu i skał niż zwarte kosmiczne bryły. W takich warunkach nawet niewielkie przyspieszenie obrotu może uruchomić proces prowadzący do rozpadu.
To ważna wskazówka dla naukowców próbujących zrozumieć, jak ewoluują małe ciała Układu Słonecznego.
Co stanie się z 240P/NEAT?
Na razie kometa nadal istnieje, choć już w postaci co najmniej dwóch głównych fragmentów.
Nie wiadomo jednak, jak długo taki stan się utrzyma.
Jeżeli aktywność pozostanie wysoka, proces rozpadu może postępować. Z czasem mogą pojawić się kolejne odłamki, a obecne fragmenty mogą stopniowo tracić coraz więcej materii.
Dla astronomów jest to wyjątkowa okazja do obserwowania procesu, który prawdopodobnie odgrywa ważną rolę w życiu wielu komet.
Dla reszty z nas to przypomnienie, że Układ Słoneczny nie jest spokojnym zbiorem niezmiennych obiektów. Nawet ciała, które przetrwały miliardy lat, mogą nagle wejść na ścieżkę prowadzącą do własnego rozpadu.
Badanie 240P/NEAT sugeruje, że czasami największym zagrożeniem dla komety nie jest asteroid, planeta czy zewnętrzna katastrofa.
Może nim być ona sama.
Źródła:
W archiwum WSS znajdziesz powiązany tekst Dlaczego w kosmosie jest próżnia i co to naprawdę znaczy? Fizyczna natura „pustki” Wszechświata Kiedy patrzymy w nocne niebo, kosmos intuicyjnie wydaje się ogromną….
- Jewitt, D., Luu, J., Kim, Y. (2026). Investigation of Split Comet 240P/NEAT. arXiv:2606.21609.
- Kelley, M. S. P. i in. (2019). 240P/NEAT's Extraordinary Outbursting Activity. arXiv:1911.02383.
- Jewitt, D. (2012). The Active Asteroids. The Astronomical Journal.
- Jewitt, D., Agarwal, J., Li, J. i in. (2015). The Extraordinary Multi-Tailed Main-Belt Comet P/2013 P5. The Astrophysical Journal.
- Reach, W. T. i in. (2010). Analizy rozpadu komety 73P/Schwassmann-Wachmann 3.
- Ishiguro, M. i in. (2014–2020). Publikacje dotyczące rozpadu komety 332P/Ikeya-Murakami i mechanizmów fragmentacji jąder kometarnych.






