NASA szykuje ostatni lot ISS. Największa konstrukcja w historii astronautyki ma zakończyć życie na dnie oceanu
Przez ponad ćwierć wieku była symbolem międzynarodowej współpracy, miejscem przełomowych eksperymentów i domem dla setek astronautów. Dziś Międzynarodowa Stacja Kosmiczna zbliża się do końca swojej misji. NASA planuje zakończyć jej eksploatację około 2030 roku, a następnie przeprowadzić operację, której skala nie ma precedensu w historii astronautyki.
Ważąca ponad 420 ton konstrukcja zostanie sprowadzona z orbity i skierowana ku Ziemi. Większość stacji spłonie podczas wejścia w atmosferę, jednak część szczątków ma ostatecznie trafić do odległego rejonu południowego Oceanu Spokojnego. To właśnie ten plan wywołuje coraz gorętszą debatę nie tylko w środowisku kosmicznym, ale również wśród ekspertów zajmujących się ochroną oceanów.
Dlaczego ISS musi zostać zniszczona?
Dla wielu miłośników kosmosu naturalnym pytaniem jest: dlaczego po prostu nie pozostawić stacji na orbicie? Odpowiedź jest prosta. ISS nie znajduje się na stabilnej orbicie. Atmosfera Ziemi, choć na wysokości około 400 kilometrów jest bardzo rozrzedzona, wciąż wyhamowuje stację. Dlatego od lat regularnie wykonuje się manewry podnoszące jej orbitę.
Gdyby po zakończeniu programu przestano wykonywać takie korekty, stacja zaczęłaby stopniowo opadać. Ostatecznie weszłaby w atmosferę w sposób niekontrolowany, a NASA nie miałaby wpływu na miejsce upadku jej szczątków. Przy obiekcie wielkości boiska piłkarskiego oznaczałoby to niedopuszczalne ryzyko dla ludzi na Ziemi. Z tego powodu agencja od lat przygotowuje scenariusz kontrolowanej deorbitacji.
SpaceX dostał jedno z najtrudniejszych zleceń w swojej historii
W czerwcu 2024 roku NASA ogłosiła wybór SpaceX do budowy specjalnego pojazdu odpowiedzialnego za sprowadzenie ISS z orbity. Wartość kontraktu wynosi aż 843 miliony dolarów. Nie chodzi jednak o standardowego Dragona, który regularnie przewozi astronautów i zaopatrzenie na stację.
Nowy statek, określany jako U.S. Deorbit Vehicle, będzie musiał wykonać zadanie, którego wcześniej nie realizował żaden pojazd kosmiczny. Jego celem będzie przejęcie kontroli nad ponad 420-tonową konstrukcją i stopniowe obniżanie jej orbity aż do momentu wejścia w atmosferę. NASA podkreśla, że będzie to całkowicie nowa konstrukcja oparta jedynie częściowo na doświadczeniach zdobytych podczas programu Dragon.
Point Nemo. Najbardziej samotne miejsce na naszej planecie
Jeżeli plan NASA zostanie zrealizowany zgodnie z założeniami, szczątki ISS trafią do miejsca znanego jako Point Nemo.
To niezwykły punkt na mapie świata.
Znajduje się na południowym Pacyfiku i jest najbardziej oddalonym od lądów miejscem na Ziemi. Do najbliższego skrawka stałego lądu jest stamtąd ponad 2600 kilometrów. Z tego powodu region ten od dekad pełni funkcję nieformalnego cmentarzyska statków kosmicznych. Trafiały tam zużyte satelity, stopnie rakiet oraz stacje orbitalne kończące swoją służbę.
W 2001 roku właśnie tam zakończyła swój lot rosyjska stacja Mir.
Teraz podobny los ma spotkać ISS.
Różnica polega jednak na tym, że Międzynarodowa Stacja Kosmiczna jest wielokrotnie większa od większości obiektów, które wcześniej kierowano w ten rejon świata.
Czy Point Nemo zamienia się w kosmiczne wysypisko?
I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część całej historii.
Eksperci cytowani przez Space.com nie twierdzą, że deorbitacja ISS doprowadzi do katastrofy ekologicznej. Zwracają natomiast uwagę na coś znacznie bardziej fundamentalnego.
Niemal cała współczesna astronautyka zakłada, że duże obiekty orbitalne po zakończeniu misji zostaną skierowane nad ocean. Przez lata wydawało się to logiczne. Point Nemo jest odległe od szlaków żeglugowych, nie ma tam stałych osad ludzkich, a ryzyko wyrządzenia szkód uznawano za minimalne. Problem polega na tym, że liczba obiektów wysyłanych w kosmos gwałtownie rośnie.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu na orbicie funkcjonowało kilka dużych stacji i ograniczona liczba satelitów. Dziś mówimy już o tysiącach nowych urządzeń wynoszonych każdego roku, a w przyszłości mogą pojawić się komercyjne stacje orbitalne, prywatne laboratoria i nowe platformy badawcze.
Pojawia się więc pytanie:
czy przez następne dekady wszystkie te konstrukcje również będą trafiały do tego samego fragmentu oceanu?
Co dokładnie może trafić do oceanu?
To kolejna kwestia budząca zainteresowanie naukowców.
NASA podkreśla, że ogromna część stacji spłonie jeszcze w atmosferze. Niektóre elementy są jednak na tyle masywne i odporne na wysoką temperaturę, że mogą dotrzeć do powierzchni oceanu. Mowa między innymi o fragmentach konstrukcji wykonanych z zaawansowanych stopów metali, elementach zbiorników czy części wyposażenia technicznego.
Obecnie nie istnieją szeroko zakrojone badania analizujące, jaki wpływ na głębinowe ekosystemy może mieć wieloletnie gromadzenie takich materiałów w jednym miejscu. I właśnie ten brak danych jest głównym argumentem ekspertów nawołujących do ostrożności. Nie twierdzą oni, że zagrożenie już istnieje. Zwracają uwagę, że nikt nie potrafi go dziś wiarygodnie wykluczyć.
NASA odpowiada: to nadal najbezpieczniejsze rozwiązanie
Stanowisko amerykańskiej agencji pozostaje jednoznaczne. Według NASA kontrolowana deorbitacja nad południowym Pacyfikiem jest obecnie najbardziej odpowiedzialnym sposobem zakończenia misji ISS.
Alternatywy są problematyczne.
Rozebranie stacji na części wymagałoby ogromnych nakładów finansowych i technologicznych. Przeniesienie jej na wyższą orbitę oznaczałoby pozostawienie gigantycznego obiektu w przestrzeni kosmicznej na nieokreślony czas. Natomiast naturalny spadek stwarzałby ryzyko dla mieszkańców Ziemi.
Z perspektywy bezpieczeństwa publicznego kontrolowany upadek nad oceanem pozostaje rozwiązaniem najrozsądniejszym.
Koniec pewnej epoki i początek nowej debaty
Dyskusja wokół Point Nemo pokazuje, że eksploracja kosmosu coraz częściej wiąże się z problemami, których jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie przewidywał. Przez lata głównym wyzwaniem było wysłanie ludzi na orbitę i utrzymanie ich przy życiu. Dziś coraz częściej mówi się o odpowiedzialnym zarządzaniu przestrzenią kosmiczną, ograniczaniu liczby śmieci orbitalnych oraz wpływie działalności kosmicznej na środowisko naszej planety. ISS stanie się prawdopodobnie największym obiektem, jaki kiedykolwiek został celowo zdeorbitowany. Sama operacja będzie historyczna.
Jednak prawdziwie ważne może okazać się pytanie, które pojawi się już po jej zakończeniu.Nie chodzi o to, czy Międzynarodowa Stacja Kosmiczna bezpiecznie spadnie do oceanu.Chodzi o to, jak ludzkość zamierza pozbywać się kolejnych orbitalnych gigantów, które zaczną kończyć swoje misje w drugiej połowie XXI wieku.
Bo ISS będzie dopiero pierwszą z wielu takich konstrukcji.
Źródło:
- NASA - International Space Station Deorbit Planning

